Dice Settlers: Osadnicy z krwi i kości – recenzja

Dice Settlers: Osadnicy z krwi i kości to szybka i dynamiczna gra o zasiedlaniu nowych terytoriów dla 1-4 graczy, w której wcielamy się w dzielnych pionierów i rozstawiamy gdzie się da swoje namioty, a jeśli przeciwnik na to pozwoli, to nawet domy. Rozwijamy nowe technologie, odkrywamy nowe tereny i oczywiście pilnujemy, żeby naszym sąsiadom  nie szło za dobre.

Gra opisywana jest jako 4X (explore, expand, exploit, exterminate), chociaż dominującym X jest tu bezsprzecznie eksploracja, a ,,eksterminacji” jest najmniej. Nie chcę tu wchodzić w dyskusję czy „Dajsi” na pewno 4x są, ale ze swoją 90-minutową rozgrywką (wg pudełka, z doświadczenia da się szybciej!) na pewno stanowią doskonałą alternatywę dla innych, nieraz wielogodzinnych tytułów z tej kategorii. Takie 4X w wersji light.

Rozgrywka w dużym skrócie polega na rzucaniu kośćmi i wykonywaniu akcji zgodnie z wyrzuconymi ikonami. Im większa liczba ikon dla danej akcji tym będzie ona silniejsza. Losowość pomagają okiełznać ikony umożliwiające przerzuty i obracanie kości. Bardzo podoba mi się ta mechanika, trzeba zdecydować czy np. wyrzuconą ikonkę drewna zostawimy sobie żeby dobrać drewno czy zmarnujemy na przerzut pozostałych kości. Losowość nie jest oczywiście redukowana do zera, ale o walkę z losowością w tej grze właśnie chodzi, nie jest to tytuł dla tych, którzy lubią sobie wszystko wyliczyć i zaplanować. Od razu dorzucę tu łyżkę dziegciu – woreczki, z których każdy z graczy dobiera kości (a dzieje się to wiele razy w trakcie rozgrywki) są bardzo małe, zwłaszcza męskie dłonie miewają z nimi (nie)małe kłopoty (EDIT: recenzja sporządzona na angielskiej wersji gry, w polskim wydaniu wydawnictwa Lucrum Games znajdziemy idealne woreczki!).

Końcowa punktacja to sałatka punktowa – kolejna bardzo lubiana przeze mnie rzecz, dzięki temu w grze jest mnóstwo dróg i strategii prowadzących do zwycięstwa. Punktujemy za posiadane kości, sprzedane zasoby, rozwinięte technologie, postawione domy i za, jak na 4X przystało, kontrolę na dających punkty (wyrażenie „dających punkty” podkreślam specjalnie dla Ostiego) kafelkach terenu. Sporo tu krótkiej kołderki, trzeba się śpieszyć ze zdobywaniem punktów, bo czas do zajścia jednego z czterech warunków zakończenia rozgrywki zwykle nie jest długi. Podliczanie punktów na koniec gry ułatwia praktyczny i dobrze zaprojektowany notesik, choć jest co podliczać i czasem może się przydać kalkulator.

Od samego początku gra przyciągnęła mnie grafiką i płynącym z okładkowej ilustracji sielankowym klimatem, w którym czuć jednak nutkę rywalizacji. W samej grze ilustracji jest zdecydowanie mniej – głównie na rewersach kart technologii. Płytki terenu zbyt klimatyczne raczej nie są, ale widać że autorzy gry postawili tu na czytelność i moim zdaniem dobrze się to sprawdza w rozgrywce. Przed pierwszą grą najbardziej bałam się o dość dużą ilość ikon i o to, że zwyczajnie będą się one mylić, ale są przedstawione bardzo czytelnie, a wyjaśnienia na planszetce gracza rozwiązują ten problem. Klimat podczas rozgrywki odczuwalny jest, choć nie jakoś potężnie, czuć głównie rywalizację i wyścig o punkty. Śliczne są dołączone do podstawowej gry domki choć jeśli chodzi o namioty, to mogły by mieć kształt ostrosłupów zamiast zwykłych drewnianych sześcianów.

Instrukcja napisana jest bardzo jasno i przejrzyście, jest wiele pomocnych przykładów, które rozwiewają wątpliwości.

Ogromnym plusem gry jest jej skalowanie – świetnie grało mi się w każdym z możliwych składów, a gra 4X (nawet light) dobrze chodząca na dwie osoby, czyli najczęściej przeze mnie grany wariant rozgrywek, to prawdziwy rarytas. Regrywalności pilnują przede wszystkim karty technologii, które przed grą można dobrać z wymienionych w instrukcji zestawów lub wylosować zgodnie z opisanym tamże schematem, ale zmienny jest też początkowy układ kafli terenu i oczywiście układ dociąganych każdorazowo z woreczka kości.

Podsumowując – Dice Settlers to bardzo przyjemna i dobrze wykonana gra, z oryginalną i nieprzekombinowaną mechaniką, którą z czystym sumieniem gorąco polecam każdemu, kto nie boi się zarządzać odrobiną losowości i ma ochotę na odrobinę negatywnej interakcji i przepychania się na rozrastającej się w miarę rozgrywki planszy. Gdyby ktoś chciał zagrać, to zawsze chętnie się dosiądę!

Eliza

 

PS. musimy się pochwalić, że w polskiej wersji gry znajdziecie nasze logo na pudełku!

 

 

Poza tym dostępna na rynku jest również wersja Deluxe gry gdzie żetony kartonowe (drewno, żelazo, punkty) zastąpione są przedmiotami 3D, a drewniane kosteczki i domki są przedstawione w formie namiotów i domów!

OCENA GRY:

Plusy

– bardzo przyjemna i oryginalna mechanika

– niski próg wejścia (zwłaszcza dzięki planszetkom, na których wyrysowano pół instrukcji)

– wiele różnych sposobów na zwycięstwo

– duża regrywalność

– wysoka jakość komponentów

– przyjemna oprawa graficzna, ale zredukowana tak, by nie ujmować czytelności

– dobrze zaprojektowany notesik do punktów

– zmieniona wielkość woreczków w polskim wydaniu gry!!!

Minusy

– małe woreczki (wersja angielska gry, zmienione na większe w polskiej wersji gry!)

– stosunkowo długi czas rozkładania gry

– niezbyt dużo klimatu

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *